Europarlament przyjął dziś rezolucję ws. TTIP. Bardzo niedobrą. M.in. zaakceptował istnienie rozdziału o arbitrażu inwestor-przeciw-państwu ISDS, dzięki któremu korporacje będą mogły pozywać państwa o odszkodowania za nowe regulacje tylko dlatego, że zagrożą ich spodziewanym zyskom. W czasie głosowania Martin Schulz wykorzystał swoją pozycję przewodniczącego PE aby uniemożliwić głosowanie nad poprawką usuwającą ISDS z umowy. ‪#‎NotInMyName‬

ISDS_TTIP_voting

Ze wszystkich ciał unijnych zaangażowanych w uchwalanie umowy TTIP, jedynym, które pochodzi z wyborów bezpośrednich, jest Parlament Europejski, dlatego to na jego głos tak bardzo liczą obywatele i obywatelki zaniepokojeni negocjowaną za zamkniętymi drzwiami umową o wolnym handlu i ochronie inwestorów.

Dzisiejsze głosowanie nie dotyczyło jeszcze umowy jako takiej, ta nadal jest w fazie negocjacji, ale miało wyznaczyć ramy tego na co w przyszłości, gdy nadejdzie na to pora, europarlament się zgodzi, czyli pod jakimi warunkami TTIP przyjmie.

Elementem umowy, który budzi największe oburzenie społeczne są arbitraże do rozstrzygania sporów inwestor-przeciw-państwu ISDS. Po fali krytyki (blisko 140 tys. głosów na nie w konsultacjach, 2,3 mln podpisów pod petycją stop-ttip.org) komisja europejska wyraziła gotowość reformy tego systemu, jednak to co zaproponowała to kosmetyczne zmiany. Dziś parlament miał rozstrzygnąć czy je akceptuje, czy jednak chce głębszych reform, czy też w ogóle nie widzi potrzeby dawania korporacjom przywileju domagania się odszkodowań za legalnie wprowadzone przepisy tylko dlatego, że mogą zmniejszyć spodziewane zyski biznesu. Podkreślam – te odszkodowania miałyby być wypłacane z budżetów publicznych prywatnym przedsiębiorcom.

W trakcie dzisiejszego posiedzenia ta ostatnia możliwość została jednak wykluczona z głosowania poprzez proceduralny zabieg Martina Schulza. W tej sytuacji głosami 447 za, 229 przeciw, 30 wstrzymujących się, zostało przyjęte wezwanie do głębszej reformy arbitrażu. Co dokładnie znajdzie się w umowie i w rozdziale o ISDS dowiemy się jednak dopiero po zakończeniu negocjacji, gdyż – przypominam – są one utajnione.

Dla obywatelek i obywateli dzisiejsze głosowanie oznacza, że muszą zwiększyć presję na polityczki i polityków, wesprzeć tę część z nich, która widzi niebezpieczeństwo w deregulacji, tłumaczyć tym, którzy wierzą w mit wolnego rynku, a tych którzy idą na pasku lobbystów punktować.

Na razie przegrałyśmy bitwę, ale musimy wygrać wojnę. Bo chodzi o demokrację, suwerenność, miejsca pracy i płace, prawa pracownicze, prawa cyfrowe, środowisko, bezpieczeństwo żywnościowe, dobrostan zwierząt i długo jeszcze można by wymieniać.

No to do roboty!

Powstrzymajmy wyścig do dna

Być może trudno sobie wyobrazić, że na „zielonej wyspie” może być jeszcze gorzej niż teraz i w związku z tym TTIP niczego już w naszej prekarnej doli nie zmieni. Wystarczy jednak spojrzeć na sytuację pracowniczą w krajach globalnego Południa czy prawa świeżo upieczonych matek w Stanach (12 tygodni bezpłatnego „urlopu”) żeby zrozumieć, jak wiele wciąż mamy do stracenia

Na pierwszy rzut oka może się też wydawać, że Transatlantyckie Porozumienie w sprawie Handlu i Inwestycji (w skrócie zwane TTIP) to umowa, która dotyczyć będzie tylko pewnej grupy przedsiębiorców działających w Europie Stanach Zjednoczonych. Zgodnie z deklaracjami ma bowiem doprowadzić do zniesienie barier w handlu i innych usługach by te nie zakłócały niepotrzebnie prowadzenia działalności gospodarczej przez firmy, które swoje zyski czerpią z międzynarodowego obrotu. Polskie Ministerstwa Gospodarki podkreśla, że TTIP dotyczy regulacji handlowych, nie powinno zatem niepokoić działaczek i działaczy praw człowieka a w tym praw pracowniczych. My jednak rozumiemy, że choć to już XXI wiek i wiele procesów jest zautomatyzowanych, to zarówno produkcja, jak i usługi możliwe są tylko dlatego, że ktoś te dobra produkuje, ktoś sprzedaje, ktoś inny wydobywa potrzebne do produkcji surowce czy opracowuje dla nich kampanie reklamowe. Tym kimś są pracownicy i pracownice, których w dodatku ktoś inny leczy, edukuje i karmi. Warunki, w jakich praca tych wszystkich osób się odbywa – ile trwa godzin, jak jest opłacana, czy jest bezpieczna – wynikają w dużym stopniu z regulacji prawnych danego państwa (czy innego organizmu jak Unia Europejska czy poszczególne stany). Celem tych regulacji jest oczywiście wymuszenie na pracodawcach takich warunków, które uważa się za godne. Wymuszenie, bo niestety, to co dla nas jest naszymi prawami, z punktu widzenia właścicieli czy kadry kierowniczej korporacji, to bariery na drodze do zwiększania zysków.
Skoro więc treścią TTIP jest zniesienie barier w handlu i inwestycjach, oznacza to, że negocjatorzy amerykańscy i unijni właśnie majstrują przy naszych gwarancjach i wolnościach związanych z prawami pracowniczymi. Za zamkniętymi drzwiami tworzą nowe reguły gry „Praca kontra Kapitał”, w którą będziemy zmuszeni grać przez dziesiątki lat. Dlatego czytelniczki, które należą do tzw. 1%, czyli żyją dzięki dochodom z rodzinnego kapitału, proszę o wsparcie jakiejś wartościowej inicjatywy zmierzającej do zbudowania bardziej sprawiedliwego świata, całą resztę zaś, która tak jak ja musi pracować żeby przeżyć, zapraszam do dalszej lektury.
Chciałabym teraz móc w kilku zdaniach napisać, co porozumienie między Unię Europejską a Stanami Zjednoczonymi oznacza z punktu widzenie pracowników i pracowniczek zatrudnionych po obu stronach Atlantyku, czy wpłynie na poziom płac w Polsce, pewność zatrudnienia lub wolność działalności związkowej. Niestety, proponowane zapisy umowy objęte są tajemnicą, a dostęp do nich mają tylko negocjatorzy i nieliczni europarlamentarzyści. Co więcej nie wiemy dokładnie jakie są plany Komisji Europejskiej, czego domaga się USA, a jakie są oczekiwania polskiego rządu. Żeby znaleźć odpowiedzi na interesujące nas pytania musimy zatem oprzeć się na naukowych opracowaniach możliwych skutków TTIP oraz przyjrzeć się różnicom w przepisach związanych z ochroną pracowników w USA i UE. Trzeba także wziąć pod uwagę takie elementy TTIP jak arbitraż do rozstrzygania sporów miedzy inwestorem a państwem (ISDS) oraz ciało do spraw regulacji (RCB).
Badania przygotowane przez niezależnych ekspertów niestety nie przynoszą dobrych wiadomości. Wskazują że – wbrew zapowiedziom Komisji – TTIP nie stworzy nowych miejsc pracy, a wręcz przeciwnie, doprowadzi do utraty kolejnych 1-2 milionów (z czego ponad połowa w Europie), powiększając kilkudziesięciomilionową rzeszę bezrobotnych po obu stronach Atlantyku.
Wiarygodność tych prognoz potwierdzić mogą opracowania dotyczące skutków umowy NAFTA od ponad 20 lat wiążącej Stany, Meksyk i Kanadę a stanowiącej wzór dla TPP (umowa o handlu i inwestycjach między US a niektórymi krajami Azji, Oceanii i Ameryki Płd.) czy TTIP. Wbrew zapewnieniom Clintona, który Naftę podpisywał – zwróćmy uwagę, że tym umowom zawsze towarzyszy ta sama propaganda – sytuacja pracowników nie poprawiła się, a wręcz przeciwnie, sami tylko Amerykanie utracili ok. 800 tys stanowisk.
Z doświadczeń amerykańskich i meksykańskich pracowników wiemy też, że utworzenie strefy wolnego handlu (TAFTA) prowadzi do obniżenia płac oraz pogorszenia warunków pracy.
Dlaczego tak się dzieje? Nie trzeba być ekonomistką (ja nie jestem) by rozumieć, że większe zyski z prowadzenia działalności – a taki jest cel korporacji – uzyskuje się zdobywając nowe rynki zbytu lub tnąc koszty. Dziś dla europejskiej rynków pierwsze będzie raczej oznaczać wyeliminowanie konkurencji – rynki są już dobrze spenetrowane, można więc walczyć o większy kawałek tortu a nie nowe ciastka. Będzie to skutkowało tworzeniem oligopoli (takich „prawie monopoli”), a te zawsze będą w dalszej perspektywie nadużywać swojej dominującej pozycji na rynku na niekorzyść klientów i pracowników. Za cięciem kosztów kryje się zaś obniżanie jakości produktów, nisze standardy środowiskowe, gorsze warunki bhp, niższe płace, brak zabezpieczeń socjalnych. Krótko mówiąc bez regulacji prawnych działających na korzyść pracowników oraz bez silnej reprezentacji związkowej grozi nam zaprzepaszczenie tego wszystkiego, co m. in. wysiłkiem kilku pokoleń działaczek i działaczy praw pracowniczych udało się wywalczyć w XX wieku.
W XXI wieku według Międzynarodowej Organizacji Pracy (ILO) celem działalności rządów powinno być zapewnienie godnej pracy (Decent Work Agenda, DWA), czyli takiej, która jest m.in. produktywna i godziwie opłacana, zapewnia perspektywy rozwoju osobistego i integracji społecznej, gwarantuje w miejscu pracy wolność organizowania się i uczestniczenie w podejmowaniu decyzji, zapewnia też pracującym bezpieczeństwo i ochronę socjalną dla rodzin. ILO opracowała też 8 konwencji, których celem jest zapobieganie najgorszym formom nadużyć związanych z pracą. Kraje członkowskie UE ratyfikowały wszystkie konwencje, sama zaś Unia zobowiązała się wprowadzać Agendę do swoich umów międzynarodowych . Problem jednak w tym, że Stany nie tylko podpisały jedynie dwie z tych konwencji to nie przyjęły też DWA. W praktyce oznacza to, że większość zabezpieczeń pracowniczki i pracownicy muszą tam sobie każdorazowo wywalczyć. Jest to tym trudniejsze, że wśród nieratyfikowanych przez Stany konwencji są te gwarantujące prawa związkowe – tu różnica między europejską normą a amerykańską jest ogromna. Na marginesie warto zauważyć, że to co dziś nazywa się prekariatem – niepewność zatrudnienia, brak osłon socjalnych, płaca nie pozwalająca na przeżycie – jest powrotem do półniewolniczej kondycji jaką znamy z nowelek Konopnickiej czy Prusa (jedyne co nam nie grozi to praca małych dzieci, bo akurat konwencja jej zakazująca jest jedną z podpisanych przez Stany).
Co zostanie wynegocjowane w jeszcze nie wiemy, ale jakakolwiek próba „harmonizacji” musiałaby się odbyć kosztem naszych uprawnień.
To czego należy się obawiać w związku z TTIP wcale jednak nie musi być wpisane wprost w tekst umowy. Wystarczy, że stanie się pretekstem do pozwów przed arbitrażem do rozstrzygania sporów między zagranicznym inwestorem a państwem (ISDS). Ten mechanizm pozwala pozywać firmom skarb państwa o odszkodowanie za spodziewane zyski utracone w związku ze zmianę warunków prawnych. Po podpisaniu TTIP zatem każda próba poprawy warunków pracy może zostać potraktowana przez korporację (małych firm nie stać na te procesy) jako zagrażająca jej spodziewanym profitom i stać się podstawą do pozwania o wielomilionowe odszkodowanie. Argentyna na przykład została pozwana ponad 40 razy za działania, których celem było wsparcie obywateli w czasie najgorszego kryzysu. Do 2013 r. zapłaciła z kasy państwowej 980 mln dolarów m. in. za zamrożenia cen prądu i wody czy dewaluację waluty. Inny często przywoływany przykład działania tego mechanizmu to sprawa z 2012 roku, w której francuska Veolia pozwała egipskie władze po tym jak w efekcie Arabskiej Wiosny ustaliły one wysokość płacy minimalnej. Korporacja domaga się (sprawa w toku) od afrykańskiego państwa 82 milionów euro odszkodowania, bo jak twierdzi – poniekąd słusznie – nowa regulacja sprawi, że jej przyszłe profity będą niższe. Pytanie tylko, czy musimy się opłacać wąskiej grupie właścicieli korporacji za to, że w demokratycznym procesie egzekwujemy swoje prawo do godnej pracy i płacy? Czy celem stanowienia prawa powinno być przede wszystkim gwarantowanie zysków wielkiemu biznesowi czy też interes publiczny?
Mechanizm ISDS został stworzony by zapewnić ochronę firmom inwestującym w krajach o tzw. niestabilnej demokracji, a jak można się domyślać, chodziło o ryzyko nacjonalizacji inwestycji przez „trzecioświatowe” rządy. Pomijając słuszność tamtych ocen i decyzji, co to ma wspólnego z dzisiejszą unią europejską i stanami zjednoczonymi?
Mówiąc o ISDS trzeba zwrócić uwagę, jak bardzo niebezpiecznym skutkiem działania tych arbitraży jest ich ostudzający wpływ (chilling effect) na prawodawców. Jak sami przyznają, powstrzymują się oni od tworzenia nowych regulacji w obawie przed ewentualnymi pozwami ze strony korporacji. Można też zauważyć, że stało się już praktyką dużych firm ogłaszanie, że rozważają pozew przeciwko państwu, po tym jak tylko informacja o nowej regulacji pojawi się w mediach. Tak było w przypadku zapowiedzi zamknięcia elektrowni jądrowych czy wyższych standardów ochrony wody w Niemczech (groźba pozwów od szwedzkiej firmy Vattenfall).
Podobny wpływ na naszą zdolność do polepszenia warunków pracy czy działalności związkowej będzie miał inny mechanizm planowany przez negocjatorów TTIP – Ciało do spraw współpracy regulacyjnej (Regulatory co-operation Body, RCB). Ma ono mieć dostęp do propozycji prawnych jeszcze zanim zostaną one poddane demokratycznemu procesowi i po konsultacji z biznesem wyrażać swoją opinię na temat ich ewentualnego niekorzystnego wpływu na inwestycje. Być może będzie też wysuwać swoje własne propozycje dalszej „liberalizacji”. Pisząc o liberalizacji a la TTIP używam cudzysłowu, bo przecież nie chodzi tu o wolność tylko o zwiększenie przywilejów dla wielkiego biznesu. Nic dziwnego, że to właśnie ISDS i RCB budzą niepokój związków zawodowych po obu stronach Atlantyku.
Podsumowując po podpisaniu umowy grozi nam utrata miejsc pracy oraz pogorszenie jej warunków. Jak wskazują doświadczenia z NAFTA szczególnie trudne jest pierwsze 10 lat. Kto nie ma ochoty brać udziału w tym wyścigu do dna, może podpisać petycję do Komisji Europejskiej przeciwko dalszym pracom nad TTIP i wziąć udział w innych akcjach protestacyjnych.
____________

Tekst pochodzi ze strony www.ozzip.pl i został opublikowany na licencji CC BY-SA 3.0 PL, OZZ Inicjatywa Pracownicza tym samym zezwala na jego swobodne wykorzystanie przez każdą zainteresowaną osobę czy instytucję, wykorzystanie to nie może zatem być traktowane jako oznaka współpracy Związku z daną osobą czy instytucją.

One should know its enemy

https://i1.wp.com/upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/7/74/THE_BATTLE_OF_COPYRIGHT.jpg

My polemic with Marc Ribot’s interview was published in dwutygodnik.com last week. My text was first (as I recall) publication under free license on this state owned on-line magazine. I decided to take advantage of the kindness of the editor and the possibilities that CC BY-SA 3.0 PL give and translated some excerpts from the article (whole text in Polish can be found here):

A simplified view of the world probably has a rhetorical power, but it is not a good starting point for political action. In the poorly recognized area one can easily get lost and start sawing the branch on which it sits. And it seems to me that this dangerous sport an excellent musician Marc Ribot began to cultivate. In an interview for dwutygodnik.com he confused – in an unbearable waythree different concepts: free culture,  culture for free and piracy. He was lost too looking for guilty ones among the victims.

In the first part of an article I am explaining the difference between culture that is „free as in freedom” and this that is „free as in free beer”, what is piracy, what does it mean that „information wants to be free” (as in freedom, not as in free beer). I’m also arguing with Ribot’s unfair accusation that EFF and Lessig are payed by corporations („are subsidized by big corpos” & „received bunch of money from firms like Google”). But you know all of that, right? So am skipping it in translation. Last part is about the copyfight battle field:

But I do not want to undermine Ribot’s important insights about the deteriorating situation of authors and the need for solidarity to counteract it. The fact is that we live at a moment when situation of millions is worsening. Old world in which capitalism has been civilized by social and state pressure is falling apart right before our eyes. Precarity becomes an experience of growing number of citizens,  also of  formerly well-functioning creative middle class, we can see it now in Poland as well. Not all artists recognize however that only they, due to its high social and symbolic capital, have a chance to reach the media, politicians and express their needs in a language accepted by the mainstream media. Other groups affected by changes in the creative sector, such as the owners and staff of video and DVD rental, also suffered but no one cares and is trying to change the law to keep their jobs. But it is worth to see because it let understand that we have to deal with the problem source of which is not the internet but public policies that see its role in the field of culture as to protect the interests of intermediaries and take some showy activities in the name of artists, most of them in fact leaving for a mercy of allegedly free market. Who knows why those policies do not consider as being appropriate to represent the interests of the largest group in this field users.
Therefore it is very good that the authors want to organize in bottom-up model. No doubt only by solidarity activities  they will be able to improve their working conditions. For the record, one of the largest strikes in recent years in the US was a 3-month protest and refusal to work made by 12 thousand of unionized screenwriters against audiovisual producers. Also musicians should direct their anger against those who do not want to share the profits with them, that is intermediaries in the circulation of cultural works, not against human rights activists like Lawrence Lessig and EFF, not to mention users.
One can not earn the most and in the fastest way from the free culture because under capitalism it is usually more financially effective to take activities aimed at a quick profit then those that are pro-community. But observing practice of free culture creators (like on the Humble Bundle) you can learn effective ways to reach your customers and shortening the distribution chain, and therefore to minimize the margin that must have been left to intermediaries. You can also see that loosening of copyright monopolies helps authors. Studies also confirm that even piracy does not cause a decline in sales (and therefor authors’ loss) as shown by researchers from the Warsaw University Faculty of Economy (project iPiracy).
Am sorry but if someone wants to resist the system, not only have more pocket money right now, s/he must identify the conditions under which the entire chain of value is created. Then we can talk about possible solutions – those immediate and far-reaching. In contrast, the reproduction of propaganda narration produced by companies operating on the basis of copyright monopolies (aka Big Content) about bad pirates and bad freedom only strengthens the current, dysfunctional from authors’ point of view, system.

___

Pic by www.christopherdombres.fr/under CC BY 2.0. from https://secure.flickr.com/photos/christopherdombres/5814893360/in/photostream/

Interview with Birgitta Jónsdóttir

My interview with Birgitta Jónsdóttir (in Polish) about new technologies as a tool for increasing general public’s participation in building better world and ideas for copyright reform:

http://www.krytykapolityczna.pl/artykuly/wybory-europy/20141104/birgitta-jonsdottir-z-partii-piratow-musimy-wiedziec-jak-chcemy

English version – soon!

Acces to info II: CETA and TTIP: EC-Poland corespondence – specific documents

I’ve just sent today, on The Day of Action against TTIP and CETA, new request to European Commission and second one to Polish Ministry of Economy (see below in Polish).
There are based on two lists I received in response to my previous request (see: http://www.asktheeu.org/en/request/ceta_…). Since some of requested documents were NOT specified as Restricted or Limited I expect no further delay in making them public.

[PL]
Zapytanie w trybie dostępu do informacji publicznej do Sekretariatu Departamentu Handlu Ministerstwa Gospodarki:
Proszę o udostępnienie dokumentów zawierających korespondencję (w tym e-maile) pomiędzy Komisją Europejską a polskimi władzami dotyczącą porozumień Comprehensive Economic and Trade Agreement (CETA) i Transatlantic Trade and Investment Partnership (TTIP), w szczególności tych wysłanych przez stronę polską do Trade Policy Committee oraz ew. otrzymanych odpowiedzi: a) dotyczące TTIP – dokumenty datowane na: 1/10/2013, 27/11/2013, 30/01/2014, b) dotyczące CETA – dokumenty datowane na: 1/09/2009, 17/02/2010, 2/12/2010, 18/01/2012, 16/05/2012, 13/09/2012, 8/11/2012, 5/06/2013.

//update//

I got an answer from Polish Ministry of Economy, access denied:

„Udostępnienie żądanych przez Panią informacji mogłoby doprowadzić do naruszenie procesu podejmowania decyzji lub doprowadzić do zdradzenia taktyki działania lub stanowiska, które mogłoby zaszkodzić relacjom z krajem trzecim”

[EN] The provision of the information requested by you, could lead to a violation of the decision making process or lead to betray tactics or positions that could harm relations with the third country.

Here FULL ANSWER in Polish: Odpowiedź odmowna Min. Gosp. II

What Net policy? Debate with MEP Michal Boni and publicist Edwin Bendyk

jakapolitykasieci

Is the Internet a window of opportunity for people empowerment? Can we get more power using new communication tools? My suggestion is to analyze why capitalism happened to the Internet later than it could. First we should acknowledge that it was ethical and critical reflection of some people who were engaged in promoting this new medium that led them to establishing such rules as net neutrality or Internet governance. And that it was crucial for building democratic capacity of  the web. But now it’s time to rethink it in context of increasing interest of private and public powers in changing the internet we know and make it more „liberated” ( more consistent with the principles of the free market). The question is: do we need some kind of a Net constitution? Maybe a binding human rights convention? With all my reservations to the idea of state ruling the internet – I think that probably yes, we need positive guarantee of principles as net neutrality or multistakeholder process of governing the internet, and we need more teeth against violating digital rights.

whatnetpolicy-debate

 

Debate „What Net policy?” with Edwin Bendyk, Michal Boni and myself, modarated by Jakub Dymek, June 26th, Krytyka Polityczna, Warsaw

Transcription in Polish here

crocodile tears, milk is not spilled

If you’ve ever heard (I’m sure you have) industry lobbyists complaining on piracy that is ruining their businesses, please, show them those data and ask them WTF they are talking about. And if you met an artist, you should congratulate her, because revenues from concerts are growing as well. Live music is this kind of subsector where artists profits the best ’cause they have the highest share in revenue comparing to record industry or broadcasting.

Here you can find more info about other branches of creative industry.

Kitchen blades and other makeshift weapons

It’s a springtime, time for changes and face lifting. I’m in quite revolutionary mood  (ennui disappeared with the snows of yesteryear), so, please, welcome, women marching on Versailles :)

Women's_March_on_Versailles01

„On the morning of 5 October 1789, a young woman struck a marching drum at the edge of a group of market-women who were infuriated by the chronic shortage and high price of bread. From their starting point in the markets the angry women forced a nearby church to toll its bells.Their numbers continued to grow and with restless energy the group began to march. More women from other nearby marketplaces joined in, many bearing kitchen blades and other makeshift weapons” wikipedia says. They reached the royal palace and compelled the king, his family and notables to return to Paris. This march was as meaningful as better known assault on the Bastille. Anyway, those women will be great patrons, or rather matrons, of Breadboard Society, initiative which is also about revival!

#WaitnigForEd (don’t land here!)

Last two days I spend on arguing with people who condemned Edward Snowden because he took part in Putin’s conference with Russian citizens. I don’t know how it looks like in other countries but in Poland lot of people believe that Snowden is KGB spy – they are just not sure if he were from the beginning or become later. Generally I’m not Putin’s fan – as every other person who respect human rights – but I’m sick off people who cannot overcome their cold-war thinking.

Before ’89 we have every right to believe that world is easy to recognize in simple moral manner. We’ve been considering ourselves as victims (we do <3 it), USSR as oppressor and USA as potential savor. But I find it peculiar that 25 years later lot o Poles  just stuck in this simple division: good US, bad Russia.

First, we can agree that the world is much more complicated today. Increasing globalization  makes the net of interest more and more difficult to untangle and identify. Oversimplification doesn’t help to understand Russian policy, even in Ukraina’s issue.

Secondly, we now know much more about US activity in the region in ’70 and ’80 – in the same period when we consider it as a pure goodness. We know how US supported dictatorship and juntas in Nicaragua, Argentina, Chile, Guatemala, El Salvador, Panama etc. Don’t need to enumerate what it did and does in Asia. Maybe one cannot find a lot of information about it in school books but, you know, we have other books and Internet to search for not so popular knowledge. It is not fair and rational to assess past and present US policy solely on the basis of  backing our democratic opposition in ’80.

Thirdly, people commenting on Snowden usually miss the point that he revealed all his information to the general public, not to Putin’s secret services. He give us chance for self-emancipation by access to data and insight knowledge. Now we can secure ourselves and enhance political and consumer pressure on those who spy on us. This is not how spies do, as I recall.

But, going back to Snowden, I don’t think he had an option. In June his one-year asylum given by Russia will expire. As we know no other country offered him guarantee of safe travel and asylum. Last year Evo Morales forced landing in Vienna proves that that this first is as much important as the second. I guess he don’t really had an option not to follow Putin’s requests. The alternative is to join Chelsea Manning in US prison. I think he already sacrifice much more than other people would do in his shoes and don’t want to see him in a jail.I don’t know what was his first plan, how risky it was, but I know that democratic world failed and abandoned him. And I’m ashamed because of it.

Tomorrow I’ll be #WaitnigForEd but I do not wish him to end up in Poland.